snuciagdalszy
2012
Link 02.12.2008 :: 17:16 Komentuj (0)
Powodzenia w związkach

"- Jak będę miała męża to będziemy mieli taki podzielony dom, gdzie sobie nie będziemy włazić albo nawet trzy, jeden wspólny i po jednym prywatnym dla każdego, a ten wspólny byłby też podzielony, z taką łazienką, do której on w ogóle nie miałby wstępu.
- w matematyce 1+1=2, w małżeństwie podobno powinno być 1+1=1... co sądzisz?
- okej, to ja będę jeden, a ty będziesz zero, ok?"


Link 01.12.2008 :: 21:10 Komentuj (0)
Carlos Castaneda "Aktywna strona nieskończoności"
1. Każdy ma swój Vitaminol.
2. Wszyscy robimy figury w lustrach.

Ad. 1
Chodzi o takie coś, w co wierzymy, że jak to osiągniemy, to nasze życie zmieni się radykalnie, na lepsze oczywiście. Ja mam dwa: 1. mgr 2. wyjazd za granicę.
Są to oczywiście złudzenia.

Ad. 2
Figury w lustrach to większość rzeczy, które robią ludzie - bezsensowne, pomagają spędzić czas do śmierci, w miarę stabilnych warunkach. Szkoła, praca...

Link 29.11.2008 :: 18:10 Komentuj (0)
Mój dziennikarski debiut konferencja Mindfulness

Link 27.11.2008 :: 23:17 Komentuj (0)
Dyskusja dzisiaj: Mindell w swoim podejściu proponuje amplifikację(wzmacnianie, nasilanie) symptomów(odczuć), w celu uzyskania informacji "co one chcą nam powiedzieć". W koncepcji Mindfulness, pozwalamy "symptomom" pojawiać się i biernie je obserwujemy, nie należy wkładać wysiłku w nasilanie ich. Medytacja - nieoceniające postrzeganie aktywności swojej psychiki, sama w sobie powoduje amplifikację odczuć. Odczucia (wzrokowe, słuchowe, bądź też sygnały z ciała takie jak napięcia czy swędzenie) pojawiają się, wzrosną i jeśli do nich nie przylgniemy, wówczas spokojnie odpłyną. We właściwą medytację nie wkłada się wysiłku innego niż skupienie na biernym doświadczaniu.

Sen wczoraj: tłumaczyłem komuś - skupianie się na "czakrach", tylko nasili negatywne objawy, wynikające z ich zaburzonego działania. Lepiej ich w ogóle nie dotykaj!

Link 23.11.2008 :: 21:10 Komentuj (0)
Przy tablicy tłumaczyłem informatyczne zadanie, jednak ksiądz zszedł na temat czerpania przyjemności ze stawianych sobie zadań. Okej, wspomnieliśmy coś o księdzu, też coś o pomyśle na rozwiązanie problemu warszawskich korków siecią neuronową, więc nic dziwnego że przyśnił mi się taki absurd.
Arnold Mindell proponuje twórcze podejście do sygnałów napływających z "procesu wtórnego" (sny, zbiegi okoliczności, symptomy somatyczne). Żyjąc w przekonaniu, że "świat do mnie mówi" można by popaść w paranoję, jednak nawet jeśli życie i sny generują szum, to jednak wzbudza on uczucia, które można przekuć w pragmatyczne wnioski. I zamiast popadać w paranoję, można nadać swojemu życiu odrobinę więcej sensu, a może nawet je czasem trochę zmienić.

Julita Wójcik.
Przyniosłem jej projektor. A potem trochę pogadaliśmy. Wywiad
Ludzie mają potencjał robienia niestworzonych rzeczy, a jednak z jakiś powodów ograniczają się do codziennej rutyny. Podejście profesjonalne często wyklucza fantazję i spontaniczność. Po kilku latach pracy, polegającej na płynięciu prosto tam i z powrotem, kapitan promu Stenaline (Gdynia - Szwecja), zrobił w trasie pętelkę pierwszy i pewnie ostatni raz.
Dokończ zdanie: Chcę dać do zrozumienia ludziom, że...
("Zależało mi na tym, żeby dotrzeć do większej liczby ludzi i nie musieć tłumaczyć tego, co robię." - przepraszam)
Nie pamiętam odpowiedzi, chyba chodziło o to że sztuka nie musi być patetyczna. I coś o tym, żeby dotrzeć do ludzi na co dzień nie obcujących ze sztuką.
("Na studiach zauważyłam, że zaczynam mówić o sztuce w taki sposób, że sama tego nie rozumiem. Nie potrafiłam określić tego, o co mi chodzi. Moi znajomi, rodzice, nie zajmujący się sztuką na co dzień, mówili po programie telewizyjnym, w którym brałam udział, że nie potrafią zrozumieć moich wypowiedzi lub że ich nie pamiętają. Zaczęłam więc pracować nad uproszczeniem języka, także nad uproszczeniem formy.")
Docenić piękno prozaicznych sytuacji.
Świat zachodu, wystawiający indywiduum na piedestał, dziś indywidualizm zabija, ze strachu przed terrorystami.
Czytając opisy prac młodych artystów, mam poczucie że choć zgrabnie napisane, są sztuczne i na siłę. Ta pani nie wzbudziła we mnie takiego wrażenia, widać, że kieruje się prawdziwym, szczerym impulsem, przyświeca jej idea, która w danej chwili jest dla niej na prawdę ważna, poruszająca.

Jestem ciekawy czy umiałbym pisać w innym stylu? Ale nie parodiując kogoś innego albo ironicznie czy groteskowo. Po prostu tak, jakby pisał inny człowiek, np. mój rówieśnik o trochę innych zainteresowaniach. Chyba za mało wiem o stylu, na co należy zwrócić uwagę, jakich cech charakterystycznych można się spodziewać, czy można niektóre nasilić lub zmniejszyć. Częstość występowania określonych środków stylistycznych? Szyk? Ładunek emocjonalny? Pewnie coś jeszcze.

Link 16.11.2008 :: 23:50 Komentuj (0)
Zacząłem trochę zarabiać, w drodze do kościoła myślałem co zrobić z kasą. Wymyśliłem, że pojadę na trening interpersonalny, już kolejna osoba to poleca. Była ewangelia o pomnożonych i zakopanych talentach. Perfekcjonizm to twór diabła. Trzeba ryzykować i inwestować - w relacje. Jeżozwierze chcąc się rozmnożyć muszą zadać sobie cierpienie kolcami. Ktoś kto nie jest gotowy na popełnienie błędów i zadanie cierpienia drugiej osobie, w ogóle nie jest gotowy na związki.

Czytając o sieciach neuronowych wpadłem na pomysł, żeby choć trochę postudiować informatykę, kiedyś tam w przyszłości. Zasmuciła mnie ta myśl, więc ją odrzuciłem. Czytam o tych treningach i szkoleniach, dawniej niechętnie podchodziłem do kwestii pracy z narkomanami, ale powoli chyba zmieniam zdanie. Może potrafiłbym coś zdziałać na tym polu.

Link 16.11.2008 :: 09:28 Komentuj (0)
Impreza, w zasadzie już końcówka, temat: religia.
"Jedni żyją wiarą, nadzieją, miłością, inni mają depresję."
I w tym momencie w radiu włączyli chemical brothers - believe ("I need to believe in something")
Szatan.

Idę sobie pragą nocą, ul. Kinowa, obok piętrowego parkingu, a tam bez mała czterdziestu rozjuszonych rozbójników. Zignorowali mnie. Jest coś niesamowitego w takiej grupie. Chyba fajnie mieć swoją bandę, przynależeć do grupy, która nie jest sztucznie narzuconym tworem, trochę im zazdroszczę.

Link 13.11.2008 :: 21:54 Komentuj (0)
Selektywność, tylko jedno znaczenie w jednym momencie. Ludzie krzyczą wszystko na raz. w pantomimie jest inaczej. Początek i koniec, nic rozmytego, otwartego, niejasnego. Porządek i spokój.

Uparłem się że jest źle w tej relacji, spróbuję się uprzeć na odwrót.

Link 07.11.2008 :: 19:40 Komentuj (0)
Do Leszka

jestem obecnie po lekturze "Praca nad samym sobą" Arnorda Mindella.
Niewątpliwie spotkałeś się już z psychologią zorientowana na proces, jestem ciekawy jakie jest Twoje zdanie na temat tego podejścia?
Mnie podoba się ta próba syntezy tego co dobre z różnych koncepcji rozwoju osobistego

"Nowy paradygmat medytacji powinien umożliwiać osiąganie zarówno dawnych jak i nowo postawionych celów, jednak sposób, w jaki ma się to odbywać, będzie inny. Typowymi celami, które człowiekowi dążącemu do osiągnięcia kolejnych stopni rozwoju stawiały zarówno współczesne jak i dawne podejścia, były:
podążanie za nieświadomością (jak czyniła to psychologia analityczna), wzrost i uwalnianie energii (akupresura oraz inne systemy pracy z ciałem), zdolności przepowiadania Tao (jak dzieje się to w przypadku I-Chingu), stawanie się wojownikiem (Castaneda i Trungpa), wyzwolenie się ze świata iluzji (buddyzm) oraz wejście w przepływ i zmienność (medytacja vipasyana). Model pracy z procesem łączy wszystkie te cele poprzez pracę ze snem i z ciałem, podążanie za przepływem energii śniącego ciała. umożliwienie, aby osoba medytująca rozumiała, a nawet była w stanie domyślić się, jaki heksagram wyszedłby jej podczas korzystania z I-Chingu, ćwiczenie wojownika w zdolności "widzenia" rzeczy, realizowanie postawy "bezstronnego świadka" obecnej w buddyjskiej medytacji oraz poprzez rozwijanie płynności medytacji vipasyana."

Jestem też ciekawy jak reagujesz na próby sprowadzenia praktyk wojowników do metafor i halucynacji (chociaż praktycznych):
"SPRZYMIERZENIEC WOJOWNICZKI
Don Juan Matus, szaman opisywany przez Castanedę, stosuje ciekawą i użyteczną metaforę dla opisania wielkich kompleksów (w jungowskim rozumieniu) i przeszkód występujących w życiu. Mówi on o ,,sprzymierzeńcach" oraz "zbrojnych tarczach". Dla większości ludzi jest rzeczą niezwykłą spotkać swoich sprzymierzeńców podczas medytacji, jednak czasem tak się zdarza, jak w przypadku opisanego uprzednio snu o straszliwym wężu. Sprzymierzeniec to, według Don Juana, szczególna moc, mądrość nieświadomości człowieka, która może mu służyć pomocą i wprowadzić go w życiu na drogą, na która nie mogłaby go wprowadzić żadna ludzka istota. W czasie medytacji sprzymierzeniec pojawia się najczęściej w postaci budzącego grozę ataku takiego jak wystąpienie symptomów fizycznych, głosów, halucynacji, ruchu lub wizjonerskich postaci oraz w formie synchroniczności.
Mityczna wojowniczka ujarzmia sprzymierzeńca, odkrywa tajemnicę zakłóceń i przeszkód, które on tworzy, i czyni z niego swojego sojusznika wchodząc z nim w walkę. Zgodnie z szamańska tradycją wojowniczka musi przygotować się do takiej walki poprzez rozwinięcie zdolności do konfrontacji z nieznanym oraz tworząc sobie tarcze. Przerzucenie procesu do głównego kanału byłoby jedna z owych „tarcz wojowniczki”, których używa ona w chwilach, gdy czuje, ze ulega. Używając pojęć pracy z procesem powiedzielibyśmy, ze szamański akt spotkania sprzymierzeńca wyraża się poprzez natrafienie na silny sygnał przerażającego doświadczenia, które wydarza się w niezajętym kanale. Nie chodzi o to, aby jedynie wejść w doświadczenie i zintegrować je, ale żeby również dobrze poznać sam niezajęty kanał, poczuć się w nim jak u siebie w domu. Ścieżką wojownika byłoby natomiast naprzemienne zmienianie zajętych i niezajętych kanałów."

Link 07.11.2008 :: 19:38 Komentuj (0)
Sprowokowano mnie to wyrażenia opinii o mojej szkole i kierunku. Oto on:

"Moje zdanie o SWPS i neurokognitywistyce"
Studia drogie, lekkie, łatwe, przyjemne, dobra kadra, dobre podejście do studenta.
Neurokognitywistyka - w wydaniu SWPSu to po prostu psychologia plus odrobina informacji z działania i obrazowania mózgu. No i ładna nazwa, więc jeśli samemu nauczysz się jeszcze czegoś np. modelowania sztucznych sieci albo podszkolisz biologię mózgu to fajnie, ale generalnie fachowcem z tych dziedzin po tym kierunku się nie będzie. Będzie się psychologiem jak wszyscy ze społecznej, który jedynie dodatkowo umie zaprojektować i przeprowadzić badanie psychologiczne z wykorzystaniem jakiejś metody neuroobrazowania, najprawdopodobniej EEG bo to jest dostępne.

Pamiętając o tym, możesz świadomie dokonać wyboru co do kierunku studiów, a potem nie czuć się rozczarowaną.

Jestem na trzecim roku, czyli zacząłem w roku, w którym uruchomiono neurokognitywistykę. Ciężko jest więc mi powiedzieć jak z pracą po studiach, bo jeszcze nikt nie skończył tego, a dwóch kolesi, którzy studiowali kliniczną i byli zainteresowani neuroobrazowaniem, robią teraz doktoraty w biologicznym instytucie Nęckiego i tam też mają pracę.
Na Polskim rynku są dwie firmy, które teoretycznie powinny być zainteresowane zatrudnieniem ludzi, którzy kończą ten kierunek, jedna to "neuralia", a druga należy do dr Ohme (nie wiem jak się nazywa). Założyciele tych firm wiążą jakieś nadzieję w związku z rozwojem tej gałęzi nauki... no ale dwie firmy to nie wiele. Są więc jeszcze szpitale, tam potrzebują neuropsychologów, do pracy z dziećmi albo pomocy w przewidywaniu skutków uszkodzeń określonych rejonów mózgu. No i USA - tam podobno mają więcej ośrodków badawczych i większy budżet, więc ja chętnie bym się tam wybrał.

Zwykła szkoła? Chyba nie. Mamy najlepszą kadrę i no szkoła jest też prestiżowa.

Generalnie jak ktoś mnie pyta o studia na SWPS to raczej proponuję, skoro ma tyle kasy do wydania i interesuje się psychologią to lepiej, żeby zainwestował ją we własny rozwój emocjonalny na kursie psychoterapii, a studia lepiej wybrać przyzwoite, państwowe, trudne, dające konkretną wiedzę. Bo ilość wiedzy jaką trzeba przyswoić na swps jest na tyle mała - tu też odpowiedź na Twoje pytanie - że jest wyjątkowo ŁATWO zdać z roku na rok, ale ma to drugą stronę (przynajmniej u mnie tak to działa) że obawiam się że z takim zapasem wiedzy, nie jestem konkurencyjny na rynku pracy. Nie mogę też budować pewności siebie na wiedzy którą zdobywam bezpośrednio w związku z edukacją na swps i czasem jakby żałuję, że jednak nie poszedłem na informatykę czy chemię... a potem sobie przypominam jak dobrze jest mieć tyle wolnego czasu na dodatkowe zajęcia, czy czytanie książek, które mnie naprawdę interesują i już jestem spokojny.

Jeszcze pytałaś o ludzi. Mam wyjątkowo sympatyczna, inteligentną, pomocną, zabawną, zgraną grupę. Ludzie są interesujący, zainteresowani, ambitni, ale też wyluzowani i zadowoleni z życia. Nie wiem jak jest na niższych rocznikach, nie miałem z nimi wiele do czynienia, ale chyba też nie narzekają.
Jeśli chodzi o ludzi z innych kierunków, to wśród nich też znajdą się czasem interesujący ludzie, więc moim zdaniem, wbrew obiegowym opiniom, nie ma aż takiego dramatu jeśli chodzi o studentów SWPS w Warszawie

Link 07.11.2008 :: 01:24 Komentuj (0)
Sen o wojnie. Matka z córką się pogodziły, ale mnie tam nie chciały i wtedy zadzwonił budzik.

Pantomima:
Fix point. napięcie jest łatwe, trudniej się rozluźnić. Najwięcej siły wymagają drobne, precyzyjne rzeczy. Oddech zaczyna ruch, ruch bez oddechu to zwykłe udawanie, a nie teatr. Iluzja - tworzenie w pustce.

Link 04.11.2008 :: 22:27 Komentuj (0)
Andrzej Pankalla nawołuje do uwzględniania kontekstu kulturowego w badaniach psychologicznych. Wylicza sławne nieetyczne eksperymenty jako dowód na to, że psycholodzy powinni jeszcze skupiać się na opisie działania ludzi, bez prób wpływania na nie. Poza tym stawia pytanie: czemu w telewizji o wszystko pyta się właśnie psychologów? I twierdzi, że ich wypowiedzi są poniżej krytyki.
A skutki terapii neurozy są porównywalne z placebo. Badał ayahuasce w Ekwadorze, zostawił swój numer telefonu, na ten temat chętnie dowiem się czegoś więcej.

Znalazłem Komunę Otwock na Lubelskiej 30/32

Pantomima
1. myśl 2. emocja 3.działanie
Oddech rozpoczyna ruch.

Link 21.10.2008 :: 23:29 Komentuj (0)
Przyłapałem się ostatnio na narzekaniu. Bezsensu.

Jan Góra ocenia współczesną młodzież:
mniej odporna psychicznie,
obrażalska,
nie zdolna do tworzenia grup, nastawiona na "co mogę z tego mieć" za miast "co mógłbym wnieść".
Powiedział, że szczerość, autentyczność jest wartością, którą sobie ceni, ale należy "umieć korzystać z tego skalpela".

W następnym spotkaniu z cyklu Praskie Konwersatorium zaproszą księdza, rabina i imama (muzułmański kapłan), spotkanie będzie na temat religii i wojny.

Link 21.10.2008 :: 13:26 Komentuj (0)
Pożałowałem, że postanowiłem w życiu postąpić tak jak zadziało się to we śnie, zamiast skorzystać z ostrzeżenia i spróbować coś zmienić.
- przyjrzyj się tym fajerwerkom
- słucham? Sam Ci o tym mówiłem, a teraz Ty mi to przedstawiasz jako własną refleksję, sugestię, "pomoc" - bez sensu, nie załamuj mnie.
Zamiast spokojnie się zgodzić, skoro uważam to, za ważną dla siebie sprawę na ten moment.

Jechałem konno, w stronę zbiornika z wodą, żeby się zwierze napiło, niestety nie chciało, bo w wodzie było pełno gówna.
Krytycznie patrzę na ćpających znajomych, z drugiej strony, czym różni się moja fascynacja snami od ich poszukiwania fazy?
Chciałbym żeby się różniła, choć ostatnio o tym zapomniałem. Jakbym ćpał, to raczej starałbym się wyciągnąć z tego doświadczenia coś więcej niż tylko ciekawe wrażenia, krótką przygodę.

Gaja uznała, że nie przyłoży ręki do ślepego zaułku, jakim jest dla mnie racjonalizowanie i intelektualizowanie, poprzez pomoc w kontakcie z facetem, który już dawno się w tym zagubił. W pierwszym odruchu uznałem jej "diagnozę" za pochopną, w końcu dawno mnie nie widziała, nie rozmawialiśmy, a przez ten czas trochę się pozmieniało.
W odruchu drugim stwierdziłem, że po co jej zaprzeczać, zamiast spróbować wyciągnąć coś cennego z jej sugestii. Już się trochę przydało.

Wczoraj okazało się, że sowa sprzed dwóch wpisów miała oczy mojego wykładowcy od analizy sygnałów.

Czytam sobie "Rozpad bez dezintegracji" (Mark Epstein)
Dostrzegł on podobieństwa między "psychologią" buddyjską, a psyhoterapią psychoanalityczna. Podstawowy przekaz: Ludzie mają poczucie pustki, boją się jej, starają jakoś wypełnić, zamiast nauczyć się nią delektować i wyciągnąć z niej umiejętność "bycia" zamiast konieczności ciągłego działania.
Zainteresował mnie przypadek kolesia, który nauczył się w medytacji uciekać do stanu błogiego uspokojenia. Spierdolił sprawę. Chodzi o to, żeby pozwolić sobie na odczuwanie całego spektrum uczuć, zminimalizować w sobie zjawisko, które zauważył Freud: pożądanie pozytywnych wrażeń, uciekanie od negatywnych.

Przeczytałem "Psychoterapia: poradnik pacjenta"
Chętnie bym zrobiłbym spis problemów, które pomaga rozwiązywać psychoterapia.
Konkretne podejścia są nastawione na różne problemy. Takie coś może ułatwiałoby dostrzeżenie niedociągnięć we własnym życiu.

"Odkrywanie mózgu, co wiemy o sobie dzięki nowym odkryciom neurobiologii" Steven Johnson
Powrócił temat neurofeedbacku. Kupiłbym sobie taki sprzęt, choć teraz widzę, że groziłoby mi pewnie to samo co facetowi, który uciekł w uspokojenie.
Lepiej zbudować własny biofeedback, stwierdziliśmy z ludźmi z grupy.

Bożena Figarska "Regresja hipnotyczna"
Chętnie bym się zdecydował na jedną z opinii:
1. tak, reinkarnacja istnieje, wszystko nabiera sensu, można wyluzować.
2. tak, wyobraźnia ludzka jest potężna, ale nie ma co się zachwycać tymi urojeniami. I takie podejście mogłoby człowieka uspokoić.
Jednak na razie ciężko zająć mi jednoznaczne stanowisko.

Link 20.10.2008 :: 11:50 Komentuj (0)